Bostonka-zmora naszych ferii

Trzy dni w żłobku wystarczyły, by pierwszy tydzień ferii zamienił się w jazdę bez trzymanki! Od dziś nic co bostońskie, nie będzie mi się już dobrze kojarzyć.

Bilans naszego żłobkowania zaczyna mnie dołować. Generalnie Ida w żłobku jest nie więcej niż 4 dni w miesiącu, bo resztę czasu chorujemy i wracamy do stanu równowagi. Słaba statystyka.

Naszym hitem pierwszego tygodnia ferii jest wirus bostoński, nazywany popularnie BOSTONKĄ.

Mówi się, że to choroba dłoni, stóp i ust ze względu na umiejscowienie wysypki. Zaraza ta atakuje głównie dzieci w wieku przedszkolnym, czy żłobkowym. Niemniej dorośli też mogą się nią uraczyć i cierpią bardziej niż małolaty. Sprawcami tego zamieszania są wirusy Coxsackie z rodziny enterowirusów. Gorączka bostońska rozprzestrzenia się drogą kropelkową i jest bardzo zaraźliwa.  Najczęściej stan chorobowy mija samoistnie, trzeba tylko łagodzić jego objawy.

U nas zaczęło się w nocy. Nagła wysoka temperatura- 39.3 ‚ C, którą bardzo ciężko było zbić. Oczywiście nie muszę wspominać, że noc totalnie nieprzespana, ale co się dziwić rozpalonemu jak piec dziecku, że nie może spać. Rano, kiedy udało nam się opanować sytuację mimo zbicia temperatury Ida była bardzo apatyczna, płaczliwa i słaba. Kompletny brak apetytu i wzmożone pragnienie zwiastowały rychły powrót temperatury. Pojawiły się też wymioty.

Pani doktor, która uratowała nas przed wycieczką na pogotowie zdiagnozowała wirusową anginę przechodzącą w bostonkę. Następna noc miała zdecydować, czy podejmujemy leczenie antybiotykiem, czy wystarczą leki przeciwwirusowe.

Kolejnego dnia pokazała się wysypka. Charakterystyczne łososiowe, punktowe, wykwity, jakby ślady po ukłuciu igłą. Na szczęście zmiany te nie są bolesne. Nie swędzą, nie szczypią i nasze dziecko w ogóle nie zauważyło ich obecności.  Najbardziej uciążliwe były zmiany w buzi, przez co Ida nie chciała jeść, aż do wtorku.

Generalnie choroba ta, choć jest zaliczana do chorób zakaźnych nie jest groźna sama w sobie. Zazwyczaj dziecko powraca do zdrowia w przeciągu siedmiu dni i nie wymaga podania antybiotyku. U nas niestety bez tego się nie obyło, ale może dzięki temu już trzeciego dnia Ida zaczęła jeść i wracać do aktywności.

Moje czytelniczki radziły smarować wysypkę pudrodermem. Zabieg ten podobno przyśpiesza leczenie. Uciążliwe bywają pozostałości po chorobie. Kilka z was opisywało mi jak dzieciom intensywnie łuszczy się  skóra w miejscach po wysypce, a najbardziej ekstremalne przypadki to schodzące paznokcie

Niestety raz przebyta choroba nie uodparnia. Często wirus powraca, nam pani doktor mówiła, że największe ryzyko nawrotu jest po około trzech tygodniach. Ja póki co dziękuję Bogu, że Tymon nie załapał, choć wciąż z trwogą myślę, że to może jeszcze nie być koniec naszych ” bostońskich przygód”.

 

 

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterest