być jak pani Basia

Ostatnio spotkałam na swojej drodze niesamowitą kobietę. Pani Basia, bo o niej mowa to pełna energii i wigoru kobieta po 60. Jednak jej metryczka zupełnie nie idzie w parze z jej siłą i witalnością.

 

Pani Basia to kobieta po przejściach, która łatwego życia nie miała. Mąż alkoholik popełnił samobójstwo zaraz po narodzinach drugiego dziecka. Kolejny partner notorycznie ją bił, a trzeci odszedł po 10 latach walki z ciężką chorobą. Całe życie zdana była na siebie. Pracowała po nocach jako szwaczka i kucharka w dzień zajmowała się dziećmi. Utrzymywała dom i odkładała pieniądze na przyszłość dla dzieci. Jak sama mówi jest szczęśliwą mamą, babcią, która mogłaby spokojnie siedzieć w fotelu i czekać aż raz w tygodniu,któreś z jej sześciorga wnucząt postanowi ją odwiedzić. Ale fotel ją parzy, a telewizor wkurza!

Mogłaby też narzekać bez końca przez telefon swoim dzieciom, jakie to ciężkie życie na emeryturze i oczekiwać pomocy z ich strony. Mogłaby wieść spokojne życie babci, chodzić na spotkania klubu emerytów, wymieniać jedynie grzeczności ze spotkaną przypadkowo sąsiadką, czy panią sklepową w okolicznym spożywczaku. Mogłaby nosić ciuchy przypisane jej kategorii wiekowej i pół dnia spędzać w przychodniach.

Mogłaby, ale pani Basia jest inna.

Pani Basia nie siedzi w fotelu, nie ogląda telewizji, chyba, że pogodę i nie czeka na wnuczęta. Ona codziennie je odwiedza. Ona nadal codziennie pomaga swoim dzieciom. Sprząta i gotuje u zapracowanej córki, bawi wnuki sąsiadki i już o 7 rano jest na osiedlowej siłowni. Pani Basia ma figurę modelki i ubiera spodnie, czy spódnice, których ja bym się nie powstydziła. Zdrowo się odżywia, wie co to mąką orkiszowa, lubi koktajle z jarmużem, a wnuką serwuje babeczki jaglane. Raz w tygodniu odwiedza kosmetyczkę i ma czas na regularne spotkania z przyjaciółmi. Wieczorami grywa w brydża, albo jeździ na rowerze z wnukami.

Ta kobieta nie przestaje mnie zachwycać i zadziwiać. Kiedy spotykam ją w piaskownicy(z wnukami sąsiadki) jest w pełnym makijażu, zawsze uśmiechnięta i emanuje swoim ciepłem. Nie siedzi na ławeczce jak inne babcie, ona wskakuje do środka i razem z bąblami robi babki, czy przesiewa piasek. Kiedy jej podopieczni bawią się sami jedną ręką buja Idusię na huśtawce, a drugą zabawia Tymona. Człowiek orkiestra!

Nie narzeka, nie lamentuje, nie skarży się na deszcz, wiatr, czy komary. Ona we wszystkim widzi tylko dobre strony. Nie umartwia się na zapas, nie krzyczy, gdy dzieci wpadają w histerię i do końca potrafi zachować spokój o jakim ja JEDYNIE marzę. Pani Basia nie ocenia, nie krytykuje i nie zasypuje innych swoimi cennymi radami. Robi swoje i z uśmiechem na twarzy rozbraja każdego malca.

Ja zastanawiam się,jak ona to wszystko robi. Skąd znajduje w sobie takie pokłady energii i chęci do działania. Skąd w niej chęć pomocy  i CO do cholery ona bierze, że działa na tak wysokich obrotach pomimo swojego wieku.

Nie znam drugiej takiej babci. Nie znam drugiej takiej kobiety, która mimo wielu ciężkich życiowych doświadczeń potrafi zachować taki spokój ducha. Potrafi w otwarty sposób mówić o wszystkim, zachowując przy tym klasę.

Kiedy ostatnio zapytałam jak ona to robi, odpowiedziała Iga ja po prostu kocham SIEBIE, kocham ŻYCIE i mam dla KOGO ŻYĆ.

Zazdroszczę jej energii i zapału, zazdroszczę jej optymizmu i uśmiechu. A co najgorsze nie mogę przeboleć, że nie mogę jej adoptować:)

Facebooktwittergoogle_pluspinterest