Chcę siusiu!

Nauka korzystania z nocnika, czy toalety to jeden z kluczowych momentów w życiu dziecka. Ważne, by rodzić podejmując taką decyzję był w pełni świadomy konsekwencji i przygotowany na każdą ewentualność.

 

Udało się! Ida od dwóch tygodni jest bez pieluchy i nawet nie spodziewałam się, że pójdzie nam tak gładko.

Prób wysadzania na nocnik było wiele. Pierwsze zdjęcie z nocnikiem mamy z marca 2016, czyli zrobione ponad rok temu.Były wzloty i upadki, ale nigdy na poważnie nie wzięliśmy się za naukę siusiania na nocnik. Sadzaliśmy ją raz częściej, raz rzadziej, bez ciśnienia.  Jak wielu rodziców myślałam, że przyjdzie moment, kiedy ona sama zechce odstawić pieluchę…

i wiecie co?

Nic bardziej mylnego! Oczy otworzyła mi książka ” Mamo, chcę kupę” Jamie Glowacki.

Już pierwsze strony pokazały mi, że największy problem tkwi we mnie. Ja nigdy wcześniej nie podjęłam decyzji, że to koniec z pieluchami, że zaczynamy naukę siusiania na nocnik. Wciąż liczyłam na to, że to moje dziecko powie dość. To był błąd. To rodzić musi podjąć decyzję i wytrwać w niej.

Książka przedstawia 6-etapową metodę odpieluchowywania, która podobno jest skuteczna nawet, gdy wszystkie inne zawiodą. Autorka twierdzi, że najlepszy moment na naukę korzystania z nocnika to okres między 20, a 30 miesiącem życia. Czyli dla nas ostatni dzwonek:) Jamie ma jednak świadomość, że każde dziecko jest inne i dostosowuje swoją metodę nawet do najbardziej wymagających dzieci.

U nas preces przebiegł zaskakująco szybko. Decyzję podjęłam spontanicznie, ale obiecałam sobie, że się nie poddam. I teraz jestem dumna z nas obu, że przetrwałyśmy, choć już pierwszego wieczora byłam gotowa odpuścić.

Jak zaczęliśmy?

Kupiliśmy majteczki i nakładkę na sedes. Ponieważ nocnik działał na Idę źle, ostatnio każda prośba by usiadła kończyła się uciekanim z krzykiem po pokoju. Postanowiłam, że zapominamy o nocniku. Ida ma już 2.5 roku, więc nie będziemy bawić się w metody pośrednie.

Przeprowadziłam z moim dzieckiem rozmowę. Wytłumaczyłam, że jest już duża(starsza niż Tymonek) i że ona już może robić siusiu, jak mama w toalecie. Że będzie nosić majtki i sama je będzie wybierać(obecnie mamy fazę na przebieranki i samodzielne wybieranie ciuchów).

Zdjęliśmy pieluchę i czekaliśmy. Dwa razy udało nam się zrobić siusiu na kibelek. Były brawa, zachwyty i samodzielne spuszczanie wody. Co 10 minut ją sadzałam i czekaliśmy na choć kropelkę by się nią zachwycać. Chciałam by załapała mechanizm.

Chwilę później przyszedł regres. Siku leciało po nogach non stop, zaraz po wyjściu z toalety. W kilka godzin zasikała mi 8 par majtek. Ale nie poddałam się. Na noc postanowiłam założyć pieluchę.

Następnego dnia..

było tylko gorzej. Siku wszędzie. Na kanapie, na podłodze, na łóżku, wszędzie tylko nie w toalecie.Mokre było wszystko i kompletnie jej to nie przeszkadzało. Nie było płaczu, kiedy leciało po nogach. Idusia pięknie wołała SIUSIU,( tak, że słyszała ją cala klatka), wołała jednak po fakcie. Za każdym razem tłumaczyłam, prosiłam i przekonywałam. Zero złości, czy pretensji do dziecka, co według mnie było kluczowe.

Po kilku godzinach, wielu próbach i potknięciach zaczęła odczuwać  jednak dyskomfort.

Trzeciego dnia

przyszedł oczekiwany progres. Ida zaczęła wołać przed faktem i w ciągu dnia zdarzyły nam się tylko 2 wpadki. To był olbrzymi sukces. Cały dzień byliśmy bez pieluchy. Nawet drzemka w południe była bez pampersa.

Jak to wyglądało naprawdę?

Na początku co 15 minut pytałam, czy nie chce siusiu. Kiedy tylko zaczynała coś sygnalizować rzucałam wszystko i leciałyśmy do łazienki. Proces był uciążliwy, zwłaszcza z Tymonem, który do łazienki musiał chodzić z nami. Nie raz zdarzyło się, że karmiąc go, czy usypiając musiałam zostawić wszystko i lecieć wysadzić Idę.  Z nocnikiem byłoby łatwiej, bo sama mogłaby na niego siadać, jednak postanowiłam nie wracać już do tego drażliwego tematu.

Przez pierwsze dwa dni nigdzie nie wychodziliśmy z domu. Wszystko kręciło się wkoło toalety. Kiedy wreszcie wydawało mi się, że jest lepiej trzeciego dnia wybraliśmy się na plac zabaw.  Tam zobaczyłam, że Ida ma problem z siusianiem w miejscu publicznym. Bała się zrobić siusiu na trawę.  Na szczęście pomogło zachęcanie i bajki o podlewaniu trawki, która będzie szybciej rosła.

Cały proces trwał niespełna 4 dni. Od ponad tygodnia nie mieliśmy żadnej wpadki. Jestem z niej dumna, bo spodziewałam się większego oporu i przede wszystkim spodziewałam się, że zajmie nam to około 14 dni.

Recepta na sukces

Moim zdaniem receptą na szybkie i sprawne odpieluchowanie jest rodzic. Oboje rodzice w pełni świadomi całego procesu. To my rodzice musimy wykazać się cierpliwością i opanowaniem. Nie możemy złościć się, czy krzyczeć jeśli zdarzy się wpadka. Musimy okazać morze zrozumienia naszym dzieciom. Pamiętajmy, że jest to kwestia, którą należy nauczyć dziecko. Nie oczekujmy cudów, że pewnego dnia przyniesie nocnik, czy samo zdejmie pieluchę i powie, od dziś jej nie chcę. Oczywiście może tak się zdarzyć, ale to sporadyczne przypadki. W większości sytuacji jest to sprawa, którą trzeba przepracować z dzieckiem.

Do odpieluchowywania trzeba odpowiednio się przygotować. Nie należy planować wyjść, czy odwiedzin gości, szczególnie w pierwszych dniach, tak by nasza pociecha nie czuła się skrępowana. Lepiej wyposażyć się w sporą liczbę majteczek, tak by ich nie zabrakło. Najgorsze co można zrobić, to w połowie dnia z braku akcesoriów założyć od nowa pieluchę. Dziecko będzie zdezorientowane.

Co z nagrodami?

Napewno są pomocne, ale to trochę błędne koło, bo czy już zawsze chcemy dawać dziecku nagrodę za siusiu? Trzeba to przemyśleć. Nie mówię, że są złe. My sami dawaliśmy na początku Idusi nagrody za dzień bez pieluchy, ale po 3 najgorszych dniach zaczęliśmy od tego odchodzić, by nie kojarzyła procesu jedynie z nagrodami.

 

Czy są tu mamy, które borykają się z procesem odpieluchowywania? Jak wam idzie?

Czy któraś z was potrzebuje wsparcia i chciałaby otrzymać książkę?

Dajcie znać!:)

Facebooktwittergoogle_pluspinterest