Historia naszego rotawirusa

Rotawirus zachwiał naszą równowagą na dwa tygodnie. Na szczęście mamy to już za sobą!

 

Moje dzieci jak gąbka chłoną wszystkie panujące wirusy. Jeśli tylko coś zaczyna panować, to my za chwilę to mamy. Nie ważne, czy chodzimy do żłobka, czy nie, raz w miesiącu mamy konkretną infekcję, plus katar w między czasie. Powoli tracę nadzieję, że to kiedyś się skończy.

Ostatnie dwa tygodnie wywrócił nam do góry nogami rotawirus.

Historia Tymona..

W niedzielę chcąc sprawić radość dzieciom odwiedziliśmy salę zabaw, a w poniedziałek obudziła nas biegunka. Wyglądało to całkiem niewinnie,  zwłaszcza, że Tymon ząbkował, więc na początku sprawę troszkę olałam. Następnego dnia biegunka nadal była, jednak poza nią nic się nie działo. Mimo tego udaliśmy się do lekarza, który sugerując się dobrym stanem pacjenta stwierdził, że to jakiś łagodny wirus.

Trzeciego dnia przyszła kumulacja objawów. Pojawiły się silne wymioty, gorączka i totalne osłabienie Dziecko wymęczone, odmawiało jedzenia, pił jedynie wodę. Następnego dnia wymioty wystąpiły już tylko raz, gorączka odpuściła i humor wracał. Myślałam,że to co najgorsze mamy za sobą. Martwiła mnie jednak niekończąca się biegunka. Nasza przezorna pani doktor zleciła badania, których wyniki doprowadziły mnie do łez. Poważne braki w elektrolitach zmusiły nas do udania się do szpitala.

Historia Idy..

U Idy sytuacja wygladała zdecydowanie inaczej. Cały tydzień mimo choroby brata Ida nie wykazywała żadnych objawów. Radosna, pełna energii i humoru dzielnie znosiła nasz brak uwagi i zajmowała się sobą. Kiedy już myśleliśmy, że sytuacja w domu wraca do normy wirus totalnie rozłożył naszą księżniczkę. Wymioty, biegunka gorączka pojawiły się nagle i były bardzo uciążliwe i niemożliwe do zatrzymania. Od rana do wieczora sytuacja się jedynie pogarszała, więc postanowiliśmy nie czekać, tylko z dwójką jechać do szpitala.

I jeszcze nasza..

Pełni nadziei, że podanie kroplówek pomoże naszym dzieciom i szybko wrócimy do domu nie spodziewaliśmy się, że to jeszcze nie koniec atrakcji. Po bardzo męczącej nocy wstaliśmy na równe nogi szybciej niż byśmy chcieli. I wcale nie dlatego, że w szpitalu spać się nie da, ale ze względu na fakt, że my z mężem też złapaliśmy wirusa. I wtedy dopiero rozpoczął się prawdziwy koszmar. Na zmianę lataliśmy do łazienki w przerwach zmieniając pieluchy dzieciom i tuląc ich wyczerpanych do snu. Wymioty, biegunka i wysoka temperatura rozłożyły całą naszą czwórkę na maxa.(plus moją mamę w domu) Byliśmy tak wyczerpani, że doszliśmy do wniosku, że to dobrze, że jesteśmy w szpitalu. W domu znacznie ciężej byłoby nam przez to wszystko przejść. Całe szczęście, że po dwóch dniach nasz koszmar się skończył i my z elektrykiem wróciliśmy do życia.

Jak pomóc sobie i dziecku?

Przede wszystkim trzeba PIĆ. Najlepiej wodę, płyny nawadniające lub delikatne napary z ziół(rumianek, mięta). Należy poić dziecko do granic absurdu.U nas było to dosłownie podtykanie wody co 5 minut. Małe łyczki, zbyt duża ilość płynu na raz może spowodować wymioty. Nie należy za mocno martwić się odmową jedzenia. Przy odpowiednim nawodnieniu organizmu, głodówka nie wyrządzi spustoszenia. Lekarze w szpitalu polecili zbijać gorączkę paracetamolem, on podobno nie odwadnia. Zimne okłady też przynosiły nam ulgę. My z elektrykiem braliśmy potrójną dawkę probiotyków i leków przeciwbiegunkowych. Bardzo dużo spaliśmy. Elektryk na jednym łóżku z Idą, a ja z Tymonem. Spaliśmy generalnie całą sobotę i niedzielę. Przerwy jedynie na próby jedzenia, wycieczki do toalety i ogarnięcie dzieci, które wymęczone też  na szczęście spały non stop.

Co do diety, to my popełniliśmy błąd i skusiliśmy się na rosół, który oczywiście nie został zaakceptowany. Podobno, to za tłusty wybór jak na początek. Polecono nam zacząć od marchwianki i suchej bułki.

W chorobie warto zadbać o nawilżenie pupy dziecka. Ja o tym zapomniałam i skutki u Tymona leczymy do dziś. Teraz już wiem, że od początku należy smarować bobasa przy każdej zmianie pieluszki. To napewno zaowocuje.

Pytałam kilku specjalistów o sposób zarażania. Najbardziej narażeni jesteśmy mając kontakt ze skażoną wydzieliną. Warto często myć ręce, zmieniać ubranka zwłaszcza, jeśli mamy więcej niż jedno chore dziecko w domu. Podobno dzieci zarażać mogą jeszcze tydzień po ustąpieniu objawów, więc należy unikać dużych skupisk ludzi, by nie roznosić wirusa.

Poza tym polecam cierpliwie czekać, aż przykre objawy miną, bo mijają naprawdę. Rotawirus męczy i osłabia na szczęście mija równie szybko jak się pojawia.

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterest