Internet uzależnia

 

 

Ostatnio mało mnie na blogu, ale brak mi czasu i sił na cokolwiek. Pogoda dopisuje Ida nie chce siedzieć w domu i większość dnia spędzamy na dworze. Do żłobka nie chodzimy, bo próbujemy nabrać odporności po infekcji krtani. A miało być tak pięknie, miałam w maju odpoczywać i cieszyć się ostatnimi chwilami „względnego” spokoju przed pojawieniem się synka. Niestety los nam płata figle i nasza gwiazda ciągle boryka się z alergią, która co chwila zmienia się w infekcję..Addiction1

Ale dość tych żali. Mimo tego, że do komputera siadam wieczorem, kiedy ona już smacznie śpi zdałam sobie sprawę, że jestem toksycznie uzależniona od internetu!

Całą niedzielę spędziliśmy w naszym lesie pod Skierniewicami, cisza spokój, dziecko szczęśliwe, choć umorusane na maxa! zwiedzała garaż taty i nie odstępowała go na krok. A ja pół dnia próbowałam znaleźć zasięg i „zobaczyć co w necie piszczy”. Szaleństwo i totalne uzależnienie! Zamiast cieszyć się spokojem, rodziną, piękną pogodą stresowałam się, że jestem odcięta od świata…naprawdę jestem uzależniona od internetu! Nie ma dnia bym z niego nie korzystała. I nie mam na myśli jedynie kanałów społecznościowych. Ciągle coś sprawdzam, porównuje, czytam na najróżniejszych forach, czy blogach.

I o ile internet jest wspaniałym narzędziem dostarczającym nam masę fajnych i kreatywnych pomysłów na codzienność, to jest też zagrożeniem!

Odkąd jestem mamą, każdą rzecz sprawdzam i potwierdzam w internecie. Zaczynając od przepisów na zupkę dla odpowiedniej kategorii wiekowej na wynikach badań kończąc. Każdą diagnozę lekarza, dawkę leku, czy testy danych produktów potwierdzam w internecie i sprawdzam co wujek Google radzi. to już choroba!

Zaczynam bardziej ufać internetowym matkom niż specjalistą, czy swojemu instynktowi.

I jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało to internet jest zagrożeniem. Tracimy, nad tym wszystkim kontrolę. Kiedyś ludzie słuchali specjalistów i ich zaleceń, a dziś potwierdzamy przepisaną dawkę leku w sieci, albo sprawdzamy prognozy gospodarcze na „niepewnych stronach”! BA są też i tacy co do lekarza lekarza idą z gotową diagnozą, wypisanymi symptomami oczekując jedynie recepty. Dostęp do informacji stał się tak powszechny i tak łatwy, że wielu z nas w internecie szuka odpowiedzi na dręczące pytania, zamiast poszukać wsparcia u przyjaciółki, czy specjalisty.

Cudowne jest, że w sieci możemy codziennie wyszukać nowy przepis na obiad, czy sposób na udoskonalenie swojego sernika. Osobiście uwielbiam porady na temat plam, czy prowadzenia domu, bo wiele z nich jest banalnych, nie znanych mi dotąd, a w prosty i niedrogi sposób ułatwiają życie.

Gorzej, gdy zamiast umówić się na wizytę do specjalisty szukamy pomocy w necie. A przecież nie wiemy, kto po drugiej stronie odpisuje na nasze pytanie. Może jest to osoba równie nie doświadczona, a jedynie podpisująca się tytułami naukowymi. Ostatnio czytałam o terapii z psychologiem online. kurde, że aż tak..zamiast pójść usiąść na kozetce i opowiedzieć o swoim problemie, ludzie piszą to w mailach?! może jest to forma wypowiedzi i na pewno są ludzie, którym łatwiej coś napisać niż powiedzieć, ale przecież istotą terapii jest to by uwidocznić uczucia nami targające, a napisać można wszystko i przesadzić w każdą stronę. Łatwiej napisać mam dość, kończę ze sobą niż to głośno wypowiedzieć. Ok może to ekstremalna sytuacja, ale terapie online stają się coraz popularniejsze. Ja wciąż nie mogę wyjść z szoku, że ludzie się na nie decydują!

Niedługo wcale nie będziemy chodzić do lekarza, a jedynie pisać, co dolega dziecku w odpowiedzi dostając receptę na leki do druku w domu. Dokąd ten świat zmierza?!

Fajnie, że możemy kupić bilety do kina, czy na samolot klikając w klawiaturę bez wychodzenia z domu. Fajnie, że możemy dowiedzieć się o nowościach filmowych, książkowych, czy przeczytać recenzję. Super, że internet daje nam pomysły na wykonywanie w domu zabawek dla dzieci( w których ja jestem zakochana), czy dostępne są filmiki z instrukcją szycia ubranek. To jest największe dobrodziejstwo naszych czasów, ale ..z tyłu głowy trzema mieć to co złego internet niesie wraz z tymi dobrymi aspektami.

Nie dajmy się zwariować i nie pozwólmy by internet stał się naszym jedynym autorytetem i źródłem informacji. Ja zamierzam pracować nad sobą i przestać obsesyjnie się konsultować w sieci, zwłaszcza jeśli chodzi o zdrowie moje i mojej rodziny:)  i koniecznie coraz częściej zacznę odcinać się od sieci!:)

internet222

Facebooktwittergoogle_pluspinterest