Jestem mieszczuchem

Wakacje się skończyły. Nasze w tym roku były bardzo rodzinne, spokojne, niemal sielskie. Wypoczynek w lesie, pozwolił oderwać się od pędu dnia codziennego. Trampolina, basen i rowery obecne były niemal codziennie, radości i zachwytów było niemało. Ja jednak tęskniłam za miastem.

 

Teraz już napewno wiem-jestem mieszczuchem. Choć zawsze wydawało mi się, że nie przywiązuję do tego uwagi, to jednak lubię mieszkać w mieście.

Lubię moje miasto, choć jest niewielkie. Lubię tę bliskość, które ono mi oferuje. Lubię mieć wszystko na wyciągnięcie ręki i lubię możliwości jakie ono mi daje.

Lato na działce w lesie to wspaniały okres. Idusia była w siódmym niebie. Od rana do wieczora urzędowała na dworze i mogła korzystać z uroków okolicy. Uczyliśmy się jeździć na rowerze, bawiliśmy w piasku, czy skakaliśmy na trampolinie. Cały dzień w ruchu. Zbieraliśmy szyszki, spacerowaliśmy po okolicy i nie było czasu na nudę. Powrót do domu na spanie wiązał się z wielkim niezadowoleniem.

Tymon jak to ON -świetnie wpasowuje się w każdą sytuację. Tutaj także czuł się wyśmienicie. Od rana już uderzał w drzwi, aby go na dwór wypuścić. Biegał jak szalony i nie zrażał się kolejnym guzem, czy rozbitym nosem:/ Ochoczo naśladował siostrę i dotrzymywał jej kroku.

Lato w lesie to była także możliwość spędzenia czasu z dziadkami, którzy mieszkali za płotem. Pierwsze pytanie Idy po przebudzeniu to:czy babcia, ciocia i dziadek napewno są:) Zaliczyła nawet pierwszą noc u dziadków.

Ku mojemu zdziwieniu i zadowoleniu Tymon bardzo otworzył się i chętnie bawił się z dziadkiem, a mama miała chwilę wytchnienia.

Cisza, spokój, las dookoła. Dzieci mogą nago hasać po trawie i kąpać się w baseniku..

Sielski obraz..

więc czego było mi brak?!

Sama nie wiem, ale brak mi było miasta. Brak mi jego hałasu, zgiełku.  Brak mi krzyków sąsiadów i śmiechu dzieci pod blokiem. Brak mi bliskości sklepu(w lesie do najbliższego mamy 20 minut pieszo). Brak mi nawet awantur na placu zabaw, o to kto ma się bujać, a kto pierwszy zjechać. Brak mi pośpiechu i pędu. Tutaj totalnie się rozleniwiłam(nawet blog poszedł w odstawkę). <<I jak tu dogodzić kobiecie?!:)>>

Pewnie niedługo zatęsknię za spokojem, za świergotem ptaków i za zapachem lasu. Zatęsknię za poranną rosą na stopach i głuchą ciszą w nocy. To było ostatnie tak beztroskie lato, przed moim powrotem do pracy i działaniem na obrotach 24h/dobę. Jednak z całą swoją miłością do lasu, do ciszy i zapachu sosny wróciłam do miasta, bo jestem MIESZCZUCHEM.

kawa na trawie

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterest