Mam kryzys wychowawczy

Mam kryzys wychowawczy. Choć po głębszym zastanowieniu, to życie z moją Idunią to nieustanne pokonywanie kryzysów. Moja dziewczyna wita dzień krzykiem, płaczem i tak samo go kończy. Ja płaczę razem z nią, bo to już chyba jedyne co mi pozostało.

 

Opowiem, wam o małej dziewczynce, która doprowadza mamę do rozpaczy. Dziewczynka, śliczna, mądra i  zazwyczaj wesoła.

Nigdy nie była dzieckiem książkowym, mało spała, mało jadła i od początku pokazywała rodzinie swój temperament.

Wiele się jej wybaczało, bo to dziecko, bo mała, bo nie rozumie. Każdy w rodzinie wynajdował wymówki. Przejdzie mówili, minie, trzeba przeczekać, ale nie mija….

Nie ma dnia bez fochów

Krzyk, płacz i jęki dziewczynki to domowa rutyna od samego rana.

Każdy posiłek to foch. Bo nie taka łyżeczka, nie ten kubeczek, bo keczup mama nałożyła, a nie ona. Jak jest sos na obiad to blee, jak nie ma to płacz, bo ona chce „siosio”

Spacer, który powinien być przyjemnością kończy się  zazwyczaj płaczem, jej, albo mamy, albo wspólnym. O ile jeszcze na placu zabaw dziewczynka zachowuje się naprawdę fajnie, to w drodze potrafi zatrzymać się na środku jezdni tylko dlatego, że mama mówi, by przechodziła szybko, bo jeżdżą samochody. Ucieka proszona o podanie rączki. Płacze proszona, by się zatrzymała, czy poczekała, bo np. nadjeżdża samochód.

W sklepie jest bardzo niecierpliwa i czeka tylko by przekroczyć linię kas, by wsiąść do samochodu(na szczęście nie trzeba wrzucać pieniążka, bo boi się kiedy auto się trzęsie..uff)) Oczywiście każda prośba, by wysiadła kończy się awanturą.

W domu nie chce dzielić się zabawkami z bratem, czy z dziećmi, które ją odwiedzają. Jeden wielki wrzask, kiedy ktoś dotyka jej zabawek. Jeśli na placu zabaw są inne dzieci, to nie pozwala z wózka wyjąć swoich zabawek, by nikt przez przypadek ich nie dotknął.

Taka słodziutka

Przytulanka rodziców. Uwielbia się tulić, przytula lalki, misie, na okrągło całuje brata. Z każdym napotkanym dzieckiem chce robić cześć. Odchodząc z placu zabaw robi papa. Anioł nie dziecko.

Jednak każdą swoją złość okazuje dosadnie, rzuca czym popadnie, albo dokucza bratu by i ten zaczął płakać. Obraża się, kiedy coś jest nie po jej myśli. Siada na środku, drogi, sklepu, czy pokoju i wyje, bo ktoś kazał założyć jej skarpetki, czy nie pozwolił kąpać się w tym momencie.

Rodzice dużo z nią rozmawiają, tłumaczą, proszą, ale każda interwencja potęguje napady złości. Czasem pomaga pozostawienie jej w histerii i nie zwracanie uwagi. Ale przecież to mało pedagogiczne podejście. Jak nie zwracać uwagi, jak nie egzekwować złego zachowania?

Mama rozpacza i zastanawia się, gdzie popełniła błąd.

Tylko, czy można już mówić o błędzie wychowawczym, skoro dziecko ma niespełna 3 latka?

 

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że te złości i fochy odbierają radość macierzyństwa. Coraz częściej łapę się na tym, że ona mnie MEGA irytuje! I choć kocham, to ostatnio chyba jej NIE LUBIĘ..

 

 

 

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterest