nie lubię karmić piersią

Jak na złą matkę przystało, nie lubię kiedy mój mały ssak wisi przy piersi. Nie lubię tego uwiązania i braku kontroli nad ilością pokarmu. Jednak karmię tego mego ssaka, by rósł zdrowo! I rośnie!

14074622_1220982151269008_1978720852_o

Ostatnio pisałam już(TU), że mam wiele grzechów na sumieniu. Jednak ten należy do grzechów ciężkich, idealny do publicznej chłosty! mimo to.. postanowiłam się do niego publicznie przyznać. I choć karmię piersią drugie dziecko, to NIE LUBIĘ tego!

Pomyślicie, że jestem z innej planety, może tak jest, ale mnie naprawdę nie sprawia to przyjemności. Nie czuję opisywanej przez wiele matek „fali bliskości” . Nie uważam się też za lepszą, bo karmię piersią.

Sposób karmienia dziecka, jak i całe wychowanie jest sprawą indywidualną rodziców. I nic mi do tego, czy ktoś karmi mieszanką, czy cyckiem. Zgadzam się ze specjalistami, że mleko matki jest najlepsze dla maleństwa, jednak proces karmienia nie zawsze jest usłany różami jak na filmach.

Początki były koszmarne..

Z Idą karmienie było bardzo męczące. Pierwsze miesiące były nieustającą walką by rozkręcić laktację. Laktator chodził non stop, herbatki, kompot z jabłek i dostawianie dziecka co chwila. Cały mój dzień kręcił się wokół cycka. Brodawki bolały do samego końca, czyli przez 9 miesięcy naszej przygody z cycusiem. Księżniczka bardzo długo ssała i często przysypiała na piersi. Karmienia przeciągały się w nieskończoność, bo odłożona do łóżeczka budziła się po chwili z wielką histerią, którą uspokoić mógł tylko cycuś. Nie tolerowała smoczka i butli. Nadal nie umie zassać butli i  pije mleko z niekapka. Bardzo chciałam ją karmić i robiłam co mogłam, aby się udało. Ale poczułam ulgę, kiedy przeszliśmy na mleko modyfikowane. Było znacznie łatwiej. Ilość pobudek w nocy zmniejszyła się o połowę, a po 2 miesiącach budziła się już max 2 razy, a nie 5 czy 6.

Drugim razem poszło lepiej..

W drugiej ciąży po wcześniejszych doświadczeniach byłam sceptycznie nastawiona do naturalnego karmienia. Byłam przygotowana, że przejdziemy szybko na mleko modyfikowane. Jednak laktacja po porodzie ruszyła naturalnie. Tymon pięknie ssał i zasypiał. Posiłek trwał długo, jednak później chłopak      „odpadał” na minimum dwie godziny. Wszystko było książkowo, kryzys laktacyjny też przyszedł książkowo i doskonale poradziliśmy sobie z nim. I choć Tymon budzi się w nocy maksymalnie dwa razy to ja nadal nie czuję chemii do tego procesu..

Ale wciąż nie czuję tej chemii..

Dla mnie jest to działanie mechaniczne. Wiem, że daję dziecku to co dla niego najlepsze i to czego ono potrzebuje. Karmię piersią, ale nie lubię tego. Nie lubię tego wystawiania co chwila piersi.I nie chodzi o wstyd, bo absolutnie się tego nie wstydzę. Karmię publicznie wszędzie, w domu u znajomych, a ostatnio nawet pod kościołem na ławce. Ja nie lubię tego procesu. Tego, że trwa to tak długo, a z Idusią u boku, albo na drugim kolanie każda minuta jest na wagę złota. Nie mogę pogodzić się z brakiem kontroli nad tym, czy dziecko już się najadło. Nie lubię tego, że moje dziecko uspokaja się i zasypia przy piersi. Chciałabym by zawsze czuł się przy mnie bezpieczny, nie tylko z cycusiem w buzi. Chciałabym by karmienie traktował mechanicznie jak ja. By się najadł, a potrzebę bliskości, zaspokajał przytulając się do mnie. Cudownie jest tulić do siebie swoje dziecko i jestem zwolennikiem wychowywania dziecka w duchu bliskości. Chcę nosić, tulić i całować, a nie ciągle tylko wystawiać pierś na każde żądanie.

Karmienie naturalne jest uciążliwe dla mnie nawet męczące. Jestem ” uwiązana” przy dziecku non stop. Jednak wiem, że daję mu to co dla niego najlepsze i dlatego to robię. Robię to jedynie dla mojego dziecka, bo ono jesttteraz najważniejsze.

14037876_1220972631269960_316900814_o 14059936_1220972564603300_2039307247_o 14074540_1220971657936724_1610837161_o

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Facebooktwittergoogle_pluspinterest