Nie stać mnie na państwowe leczenie dziecka

Takie mamy czasy! Leczenie państwowe stało się droższe i bardziej czasochłonne niż prywatna opieka.

Nowy rok zaczynamy od poznania nowych chorób, a co:) Kto w końcu bogatemu zabroni:P

A tak na serio, to kolejny raz dochodzę do wniosku, że nie stać mnie na leczenie dziecka w przychodni.

Sezon zachorowań w pełni, kolejki do pediatry ustawiają się od rana. Generalnie dzwoniąc o 9.30 nie ma już numerków. Można oczywiście przyjść do przychodni i czekać z dzieckiem-lekarz RACZEJ nie powinien odmówić przyjęcia, ale oczywiście dopiero wtedy, kiedy nie będzie już pacjentów zapisanych. Czyli warowanie na krześle. Z chorym dzieckiem, buchającym gorączką-słaba perspektywa.

Tym razem choroba Idusi totalnie nas zaskoczyła. W sobotę okaz zdrowia, humor i wygłupy na imprezie urodzinowej do 21. O 4 nad ranem gorączka 39′ i TRWOGA. Temperatura nie chce spadać pomimo leków. Rano płacz, rozdrażnienie, apatia i brak apetytu.

Można jechać na pogotowie. Jasne, tylko, że to równa się z brakiem pomocy. Tam po dwóch godzinach oczekiwania z innymi równie zestresowanymi rodzicami, można usłyszeć, by zbijać gorączkę, a rano udać się do lekarza rodzinnego.

Naprawdę mnie na to nie stać! Zbyt mocno kocham swoje dziecko. Próba leczenia w ramach NFZ ZWŁASZCZA w weekend to za duże ryzyko dla mnie.

Dzwonimy, więc po wszystkich znanych lekarzach, niestety w niedzielę, jak normalni ludzie, chcą mieć czas dla rodziny. Zrozumiałe-choć kilka czułych słówek pod nosem puściłam. Na szczęście udało mi się znaleźć panią doktor, która zgodziła się przyjechać do domu. W niedzielę o 19! Anioł nie kobieta!

Poświęciła nam godzinę! Dokładnie zbadała Idusię, kilka razy sprawdzała tętno i nie wyszła dopóki gorączka nie spadła. W przychodni moje dziecko nigdy nie było tak dokładnie badane. Nigdy pediatra nie sprawdzał uszu, nie oglądał dziąseł, czy nie sprawdzał odruchów neurologicznych!! Ida już nie raz była naprawdę konkretnie chora, a żadna wizyta w przychodni nie trwała dłużej niż 10 minut. Rozumiem, że tam jest masówka. Lekarz nie jest w stanie poświęcić pacjentowi dużo czasu, kiedy na poczekalni czekają już następni chorzy. Ale nigdy nikt nie przeprowadzał ze mną tak szczegółowego wywiadu na temat dziecka! Co jadła, gdzie była, co piła. Czy oddaje mocz, czy bełkocze i mnóstwo innych pytań. Czułam się jak na przesłuchaniu!

Już kilkakrotnie nasze leczenie w przychodni przeciągało się w nieskończoność. Na każdej wizycie dostawaliśmy antybiotyk, który zazwyczaj nie działał i musieliśmy wracać po mocniejszy. Kiedyś pisałam już, że dwóch pediatrów jednego dnia nie rozpoznało u Idy zapalenia płuc, a trzy godziny później groził nam szpital.

Poza tym leki! zawsze najdroższe! po wyjściu z przychodni zostawiałam w aptece około 80-100 PLN. Teraz za leki w tym antybiotyk zapłaciliśmy 35 PLN. Różnica znacząca! Nie są to leki z reklam telewizyjnych, ale naprawdę działają. Ida z dnia na dzień zdrowieje.

Zawiodłam się bardzo i przestałam ufać lokalnym przychodniom!

I doszłam do wniosku, że nie stać mnie na leczenie dziecka w nich. Nie stać mnie na czekanie w kolejce, na narażanie dziecka na dodatkowe wirusy i bakterie. Nie stać mnie na okropnie drogie leki tam przepisywane. Odkąd zaczęliśmy leczyć dziecko prywatnie i „inwestować” w wizyty domowe nasze dziecko choruje krócej. Dzięki wnikliwemu wywiadowi leki zawsze są trafnie dobrane. Mimo tego, że chorujemy często(prawie w każdym miesiącu) ostatni antybiotyk był w czerwcu. Uważam, że to nasz sukces. Przestaliśmy być leczeni schematycznie. Indywidualne podejście do pacjenta i do każdej infekcji naprawdę warte jest pieniędzy płaconych za wizytę.

A wy kochane mamusie, czy macie sprawdzone przychodnie? czy korzystacie z prywatnej opieki?

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Boże! jakie to prawdziwe. Ty mi tu pisz szybko nazwisko lekarza… w końcu nie mieszkamy aż tak daleko od siebie – może kiedyś będzie nam mogła pomóc :*

    Zdróweczka!