O jaskini w małżeństwie

Małżeństwo wymaga nieustannej pracy nad SOBĄ. Wymaga wielu wyrzeczeń i akceptacji naszych odmienności. Jesteśmy różni, inaczej się ubieramy i inaczej reagujemy na stres.

Na czym polega sukces udanego małżeństwa? Przede wszystkim na zdaniu sobie sprawy z tego,że się różnimy. Nie ma sensu udawać, że jest inaczej. Inaczej wyglądamy, inaczej mówimy, inaczej kochamy i inaczej reagujemy na stres. Ten ostatni aspekt jest bardzo ważnym, a czasem nawet kluczowym elementem dobrej relacji. My kobiety mówimy, opowiadamy, rozpamiętujemy i angażujemy się emocjonalnie. Mężczyźni zamykają się w sobie, odcinają i „uciekają do jaskini”.

Na początku wspólnego mieszkania, kiedy elektryk wracał z pracy zasypywałam go pytaniami. Co u niego się wydarzyło, gdzie był, jak klienci. On czuł się atakowany i coraz częściej zamykał się przede mną. Z drugiej strony ja oczekiwałam od niego takich pytań i wspólnego omówienia problemów, a on milczał. Tematy drażliwe, czy stresujące poruszał wieczorem, kiedy ja obrażona nie chciałam już z nim rozmawiać.

Znacie taki scenariusz? Długo nie wiedziałam, co się dzieje.

Pewnego razu odkryłam książkę „Mężczyźni są z Marsa, Kobiety z Wenus” i tam przeczytałam pierwszy raz o męskiej jaskini!

To był strzał w 10! Odkryłam, że mój elektryk, jak typowy marsjanin potrzebuje zaszyć się ze swoimi myślami i skupia się na swoim problemie i tak bardzo zatraca się w tej jednej czynności, że zapomina o istnieniu czegokolwiek innego. Szybko zauważyłam, że im głębszy stres dopada mojego mężczyznę tym głębiej zakopuje się on w swojej jaskini i szuka wyjścia z opresji. W takim momencie nie jest on zdolny do zwierzania mi się ze zmartwienia i dzielenia swoimi uczuciami. Pozostaje mi cierpliwie czekać, aż on się na mnie otworzy. Dzieje się tak, kiedy znajdzie rozwiązanie swojego problemu, albo kiedy sam dojdzie do wniosku, że samodzielnie sobie z nim nie poradzi. Postanawia wtedy o wszystkim opowiedzieć mi i dopiero wtedy razem szukamy rozwiązania.

Ja jak typowa kobieta działam i mówię. Kiedy coś się wydarzy, muszę się wygadać, opowiedzieć, przeanalizować sytuację na głos. My kobiety jesteśmy bardziej wrażliwe na emocje. Dotykają nas i wyprowadzają z równowagi sprawy wielkiej rangi, jak i te błahe. Odruchowo po drażliwym incydencie nie szukam rozwiązania, a czuję potrzebę opowiadania o tym co się wydarzyło, jak się czuję, jak mocno dana sytuacja mnie dotknęła.

Bardzo dużo czasu zajęło mi pogodzenie się z tą sytuacją i zrozumienie zachowania mojego mężczyzny. Wciąż wydawało mi się, że jestem lekceważona i zbywana przez partnera, a tak naprawdę to była jego reakcja na stres, a nie na mnie. Mężczyzna uważa, że to co robi dla rozwikłania problemu jest najważniejsze. Mój elektryk, nie zdawał sobie sprawy, że taka postawa mnie rani, że ja potrzebuję rozmawiać o uczuciach i potrzebuję by on dopuszczał mnie do jego zmartwień.

Teraz jednak zmądrzałam i pozwalam mu uciekać do jaskini. Czasem jest to jaskinia myśli, a czasem wiele godzin spędzonych w garażu, czy na naszej działce. Szanuję jego potrzebę samotnej analizy problemów i czekam, aż sam postanowi mi opowiedzieć o tym co go gnębi. Oczywiście, że nie jest to dla mnie łatwe. Oczywiście, że czasem zalewam go pytaniami i zadręczam tekstami” ty mnie w ogóle nie słuchasz”, ale już nie doszukuję się w tym drugiego dna. Nie chowam urazy. Dojrzałam by szanować, to że jesteśmy inni. Zaakceptowałam jego ucieczki do jaskini.  I teraz z perspektywy czasu, wiem, że to był dobry krok w kierunku udanego małżeństwa.

 

A czy wy kochane kobietki akceptujecie jaskinię w małżeństwie? pozwalacie swoim Marsjanom czasem uciec?

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • każdy jest inny na swój sposób… ja nie znoszę opowiadać o tym jak minął mi dzień – jeśli każdy dzień jest podobny do poprzedniego, chodzę do pracy, przebywam w tym samym towarzystwie – nie lubię pytań typu jak minął mi dzień. Jeśli czuję taką potrzebę opowiadam sama. Nie lubię też takich pytań kierować do drugiej połówki. To trochę męczące i staje się rutyną w codzienności. Częściej skupiam się nad tym aby porozmawiać co za chwilę możemy zrobić np. co obejrzeć, czy też co przygotować jutro do jedzenia 🙂