Podziel się tym, co masz najlepsze

Wypiłam wodę, zeszłam z fotela, wróciłam do gabinetu lekarza na ponowne mierzenie ciśnienia i fik..

czarno przed oczami..

Ostatnio dostałam maila pt. „Podziel się tym co masz najlepsze”. Na początku pomyślałam SPAM, ale jednak coś mnie zaintrygowało i otworzyłam.

Mail był apelem zrozpaczonej mamy o krew dla jej dziecka. Krew potrzebną dla ratowania życia.

Temat ODDAWANIA KRWI nie jest mi obcy. Przez pierwszą ciążą kilka razy byłam dawcą i zawsze schodziłam z fotela z dumą, że zrobiłam coś dobrego. Teraz już kilka razy myślałam, by znów udać się do punktu pobrań, ale ciągle coś mi wypadało. Jednak ten mail mnie upewnił, że to już CZAS.

Zadzwoniłam, więc do mamy umówiłam opiekę dla dzieci i podjęłam decyzję jutro jadę oddać krew.

Pierwszy terenowy raz

Pierwszy raz oddawałam krew w „terenie” nie w punkcie pobrań. Od początku wszystko szło nie tak. Kolejka na korytarzu zaskoczyła mnie, a tempo jej zmniejszania jeszcze bardziej. Cały proces rejestracji ciągnął się w nieskończonośc.

Kiedy poszłam oddać próbkę do badania siadł system, jednak wynik super. Dotarłam, więc do lekarza i znów system padł. 10 minut czekania na pieczątkę, jakby jakieś znaki:P Ciśnienie jednak książkowe, hemoglobina też, więc nadszedł czas na FINAŁ. Po 1.5 h oczekiwania, usiadłam zadowolona na fotel. Kompletnie nie spodziewałam się tego, co mnie dalej czeka.

Donacja przebiegła sprawnie, ale kiedy miałam już zejść z fotela zakręciło mi się w głowie. Nie wystraszyłam się jednak, bo doskonale pamiętałam, że już kiedyś mi się to zdarzyło. Poprzednio wystarczył łyk wody, trzy głębsze oddechy i wracałam do siebie.

Teraz miało być tak samo

Wypiłam wodę, zeszłam z fotela, wróciłam do gabinetu lekarza na ponowne mierzenie ciśnienia i fik..

Czarno przed oczami..

Kiedy się ocknęłam leżałam znów na fotelu i kompletnie nie wiedziałam co się dzieje.

Powrót do jako takiego stanu równowagi zajął mi dwie godziny! Dwie godziny leżenia, picia wody, elektrolitów, mierzenia ciśnienia itp. Oczywiście nie byłam w stanie sama wrócić do domu i musiałam dzwonić po męża.

Przeżyłam koszmar, bo kompletnie nie spodziewałam się takiej reakcji mojego organizmu. Kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Lekarz był równie zdziwiony jak ja. Sugerował nawet wzywanie pogotowia i transport na SOR.

Najadłam się strachu co nie miara. Chciałam tylko oddać krew, pomóc komuś w potrzebie, a o mało nie narobiłam sobie biedy.

Ale prawda jest taka, że całe to zamieszanie zafundowałam sobie na własną prośbę.

Zlekceważyłam zalecenia i nie przygotowałam się odpowiednio do donacji.

Zjadłam śniadanie, wypiłam herbatę, ale to za mało. Przy takiej pogodzie i upale powinnam wypić przynajmniej 1.5l płynów przed siadaniem na fotel. Dzień wcześniej zrobiłam też intensywny trening biegowy, co napewno nie pozostało bez wpływu. Poza tym noc była słaba. Tymon znów ząbkuje i wstawałam do niego 4 razy, ale ja pewna siebie, kompletnie to zlekceważyłam. Teraz już wiem, że źle oceniłam sytuację i swoje możliwości. Przy wcześniejszych donacjach nie miałam dzieci. Wysypiałam się, nie byłam tak zmęczona poza tym- nigdy nie oddawałam krwi w takie upały.

Dzisiaj już jestem mądrzejsza. Wiem, że oddawanie krwi jest WAŻNE i POTRZEBNE, ale wiem też, ŻE WAŻNE, ABY ODPOWIEDNIO SIĘ PRZYGOTOWAĆ, by było bezpieczne.

Apeluję do was, byście podzielili się tym co macie najlepsze-SWOJĄ KRWIĄ, która jest w stanie uratować inne życie, a was nic nie kosztuje. Ale trzeba to robić z głową, by nie narobić sobie biedy:)

Facebooktwittergoogle_pluspinterest
Posted in JA