pokolenie niezaradnych matek

Rozpieściły dzieci i dziwią się, że rady sobie dać nie mogą. Tylko przytulają, całują, na rękach noszą, a później lament, bo rady sobie dać nie mogą. Kiedyś dzieci się lepiej wychowywało!

Ostatnio na placu zabaw spotkałam dwie „urocze” panie.. Urocze wydały mi się jedynie na początku. Modnie ubrane panie w wieku 50-60 lat, umalowane, uśmiechnięte doglądały bawiących się wnucząt.(paląc na ławeczce przed placem zabaw) Dzieci około 4-5 lat bawiły się wspólnie i nie sprawiały większych problemów. Co chwila jedynie próbowały zwrócić na siebie uwagę wołając „babciu zobacz, babciu udało mi się, babciu ..itp”

Moje dzieci oczywiście nie pozwoliły mi usiąść na ławce ,czy złapać oddechu, ale udało mi się podsłuchać rozmowę owych pań. Teraz co prawda tego żałuję, bo tylko mnie zagotowały.

Dzisiejsze matki, to kompletnie niezaradne są. Nie umieją sobie poradzić z dziećmi. Noszą je wiecznie, nawet do łazienki ze sobą biorą. Noszą w tych nosidłach, czy szmatach takich długich, a później się dziwią, że dzieci niezaradne życiowo rosną. Kto to widział by dziecko na plecach nosić.

-My byłyśmy inne. Za naszych czasów to i dzieciakiem się zajęło, i obiad był dla męża, mieszkanie posprzątane, a i na wieś jeździło się w pole pracować. Nie było tych wszystkich wspomagaczy, a radziłyśmy sobie.

-No właśnie. Teraz pani to te matki śpią z dziećmi, bo im się nawet usypiać ich nie chce. My wkładałyśmy do łóżeczka, dawałyśmy pieluchę i dzieciak spał. A teraz to kołyszą, noszą i rozpaprują od małego. Co taka ma do roboty? Siedzi w domu, burdel w mieszkaniu i  non stop o pomoc prosi. Bo ona musi na zakupy, bo musi okna umyć, czy co innego. Kto to widział? My robiłyśmy wszystko same i nikt się nie skarżył. 

-Ano takie to leniwe pokolenie teraz. Ciągle zmęczone są, ciągle niezadowolone. Moja córka to wiecznie marudzi.  

-Ja nie wiem co to by musiało się stać, żeby one się opamiętały. Mój syn to 12 godzin pracuje, a w łikend to albo dzieciakami się zajmuje, albo sprząta, bo synowa zmęczona. Dom mają w mieście, do sklepu blisko. Samochód ma, nosić nic nie musi, a ona wykończona.

– Jakby dobrze wychowywały to i dzieciak sam by się sobą zajął. Ubrać, nakarmić i niech się bawi. A one milion zabawek kupują i nic to nie daje.

–  Co za czasy Pani, co za czasy..

 

Więcej nie słuchałam. Stwierdziłam, że ja ze swoim lenistwem i rozpapranymi dziećmi musimy zmienić plac zabaw, bo inaczej mi się uleje. Bo z całym szacunkiem dla wolności poglądów, to czy te panie z choinki się urwały?! Poza tym powinny mieć świadomość tego, że to one wychowały te leniwe i niezaradne pokolenie matek… Teraz żałuję, że im o tym nie przypomniałam. Szkoda, że takie babcie jeszcze są. A może to tylko pozory, bo przecież jednak doglądały tych wnucząt..

Zostawmy już „urocze Panie” w spokoju, niech dalej siedzą na ławeczce wypindrzone i palą papieroski.

 

Wracając do tematu zabawek to mam dla Was niespodziankę!

Cudowna rodzina króliczków szuka nowych domów. Zabawki są ręcznie wykonane przez zdolną młodą mamę ze Skierniewic.

Aby wygrać maskotkę wystarczy polubić post, mój funpage i wymyśleć imię dla króliczka, ktorego chcielibyście adoptować. Losowanie odbędzie się we wtorek 11.04, tak, by maskotki zdążyły do Was dotrzeć przed świętami!;)

 

 

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterest