Siedzę na tykajacej bombie

tak się właśnie czuję od kilku dni…

Do  terminu porodu zostało coraz mniej czasu. Synu tak bardzo śpieszył się na świat, a na ostatniej prostej się zatrzymał. Więc czekamy…

i czekam i liczę każdy skurcz i ruch dziecka. I zaczynam schizować!

Jestem spuchnięta, obolała, nieznośna dla otoczenia, bo albo płaczę bez powodu, DSC02474albo pluję jadem. Ech.. końcówka ciąży to nie przelewki.. zwłaszcza dla najbliższych ciężarnej:)

Kilka dni temu w nocy już było ostro! Skurcze regularne co 10 minut, wypiłam herbatę, zjadłam kanapkę, wzięłam prysznic i jak mieliśmy wychodzić z domu wszystko przeszło…! taki psikus od syna!:) oczywiście do rana nie mogłam zasnąć, a jak na złość kiedy zamykałam oko moja księżniczka zaczęła rozdawać buziaki na dzień dobry:)

Adrenalina trzymała mnie do 12, a później stwierdziłam, że to jeszcze nie to. Nie czas. Synu chce przeczekać długi weekend w brzuchu-może liczy na jakiegoś grilla i dobre mięsko? bo na zimne piwko to raczej nie:P

Nadszedł ten najgorszy chyba moment. Już można rodzić, ale wciąż nie wiadomo, kiedy to się zdarzy. I siedzi taka matka na tykającej bombie i zastanawia się, czy to już czas?! czy już się golić i zjadać ostatni na długo kawałek czekolady?! czy jeszcze nie! A to naprawdę poważne problemy są!

Okropny , okropny stan…A jeszcze wszyscy na około pytają kiedy? jak ty się czujesz? masz skurcze? bóle? wyglądasz jak arbuz, to chyba już czas.. 

I matka łapie schizę na maxa!O niczym innym nie myśli ..wciąż się zastanawia, czy już wszystko gotowe?! co zrobić ze starszym dzieckiem, kiedy młodsze postanowi wyjść, ile ubrań zapakować i czy zapisała tacie wszystkie ważne informacje na kartce? czy o niczym nie zapomniałam? 

i jeszcze ten strach przed porodem rośnie…każdego dnia coraz bardziej się boję..

Z Idą nie miałam takich przygód i schiz. Ba! z Idą od początku mówiłam, że to będzie 5 listopada i 4 w nocy odeszły wody. Wszystko zaplanowane, zgodne z harmonogramem. Byłam spokojniejsza, a przecież to teraz powinnam lepiej i racjonalniej podchodzić do tematu. To już nie będzie pierwszy poród i wiem co i jak, a jednak wydaje mi się ,że mój organizm płata mi figla. Wysyła sprzeczne sygnały. Od 30 tygodnia modlitwa o każdy dodatkowy dzień w brzuchu, o to by dotrwać do 32 tygodnia, 36 tygodnia, a teraz spokój.

I rozterka, z jednej strony chcę mieć już to wszystko za sobą, wrócić ze szpitala do domu i zacząć układać rzeczywistość na nowo, a z drugiej strony mam świadomość tego, że każdy dzień w brzuchu mamy jest na wagę złota dla maleństwa!

Czekam..czekam, aż bomba wybuchnie i zacznie się mój wakacyjny hardcore:)

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterest
  • Martyna

    U nas to samo… Cala ciąża na podtrzymaniu pessarem a teraz 2tygodnie juz chodze bez, 1tydzien do terminu i tez cisza… Ja myslalam ze kolo 20maja to ja juz urodze i bedzie wszystko pieknie a tu jeszce chodzi słoń😄

    • admin

      I gdzie tu logika?! Ale te nasze dzieci robią psikusy;)