upadłam

„Upadamy, gdy nasze życie przestaje być codziennym zdumieniem”

Upadłam i ja.

Dotkliwiej niż kiedykolwiek wcześniej.

Upadłam i ciężko mi się pozbierać. Macierzyństwo przestało dawać mi satysfakcję i radość. Rzeczywistość z dwójką małych łobuzów przerosła mnie w ostatnim czasie. Sprawy zawodowe i prywatne skomplikowały się tak, że nie wiem w którą stronę powinnam iść.

Straciłam motywację i wewnętrzną samodyscyplinę, wypaliłam się. Najbliżsi mówią, że chcę za dużo, że za dużo od siebie wymagam. Że muszę pogodzić się z sytuacją życiową i dostrzec szanse jakie życie przede mną stawia.

Tylko jak to zrobić?

STOP.

I’m only human.

Jestem tylko i aż człowiekiem. Czasem po prostu nie mam siły. Czasem nie mam chęci by udawać, że mogę wszystko. Nie mogę.

Mam obowiązki i zobowiązania. Mam dwoje małych dzieci, które są tak absorbujące, że czasem cały mój dzień to oni. Są chwile, kiedy mnie to wykańcza, kiedy mam ochotę uciec i nie wrócić.

Nawet nie wiem, kiedy z wesołej i uśmiechniętej mamy stałam się sfrustrowaną i zmęczoną opiekunką.

…wiem jednak, że dalej TAK funkcjonować nie MOGĘ.

Nie chcę już co chwila złościć się na rozlany sok. Nie chcę klnąć w duchu trzeci raz przebierając bluzkę upapraną błotem, czy truskawką. Nie chcę zaciskać ust z niesmakiem, kiedy rozdzielam spory  o zabawkę, czy kubek. Nie chcę.

Chcę znów cieszyć się każdą wspólną chwilą. Chcę znów śmiać się z wygłupów i nie odliczać czasu do drzemki. Chcę być blisko, ale też mieć czas dla siebie, na spokojny sen i ciepły posiłek.

Po co to piszę?

Bo wiem, że jest tu sporo mam, które macierzyństwo na pewnym etapie rozczarowało.

Ze mną właśnie tak jest. Moje macierzyństwo mnie aktualnie rozczarowało. Rozczarowała mnie moja bezsilność w próbie rozciągania doby i pogodzeniu wszystkich obowiązków. Rozczarowała mnie rzeczywistość w stosunku do moich oczekiwań.

Wiem, że są tu inne rozczarowane mamy borykające się z problemami dni pierwszych -laktacja, ból krocza, ból piersi, czy nieustanny płacz pociechy. Owe mamy zarzucają sobie, że robią coś nie tak, że się nie nadają. To bzdura mówię wam!

Są też mamy, które jak ja walczą z buntem dwulatka i nieustannym grymaszeniem w jedzeniu. Są takie, które zamęczają się wyrzutami przy każdym katarze, czy biegunce.

Macierzyństwo to nie tylko róż, lukier i zdjęcia na INSTA. Są słabsze momenty, są łzy, rozterki i walenie głową w mur. Są chwile tak słabe, że masz chęć rzucić to wszystko w cholerę i wyjechać rwać ogórki(ja mam tak aktualnie:))

Ale wiedz kochana mamo, że upadamy by pozbierać się! Że po każdej burzy wyjdzie słońce, że przyjdą jeszcze lepsze dni, bo naprawdę przyjdą. A za rok będziesz się śmiać z tych wypłakanych łez.

Więc otrzyj już te łzy i od jutra wstań jak ja z lepszym nastawieniem. Wrzuć na luz. Olej stertę prasowania, czy gary w zlewie, połóż się wcześniej spać. Napij się wina, włącz fajny film, nie myśl o obowiązkach. Jutro zamów pizze na obiad, albo zabierz dziecko do jadłodajni, czy nawet do wujka Maca. Świat się nie zawali i gwarantuję, że przeżyjecie bez domowej zupy.

Pamiętaj, że rozczarować może nas tylko to na czym naprawdę nam zależy. A skoro nam zależy i staramy się to znaczy, że jesteśmy świetnymi mamami! A co więcej dla naszych dzieci jesteśmy najlepszymi mamami na świecie!

Buźka!

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterest