Zakręcone marzenie

Fryzjerka ze mnie marna, wie to każda z moich przyjaciółek. Generalnie opanowanie podstawowych funkcji prostownicy, to szczyt moich możliwości fryzjerskich.

Jednak odkąd pamiętam zawsze marzyłam o burzy loków, najlepiej blond i do pasa.

Niestety matka natura obdarzyła mnie brązowymi, prostymi jak druty włosami. Oczywiście wiele razy probowałam coś zrobić z tymi moimi niesfornymi „drutami” . Kręciłam papiloty( a raczej mama mi je zakładała:)), wojowałam z lokówką-co kończyło się przypalonymi końcówkami i walką przez kilka tygodni o powrót do względnego wyglądu głowy. Kiedyś nawet zrobiłam trwałą, jednak po 3 tygodniach grawitacja wygrała, a włosy były w beznadziejnej kondycji.

I kiedy wreszcie pogodziłam się z faktem posiadania totalnie niepodatnych na zabiegi włosów, odkryłam, że jest szansa bym i ja mogła cieszyć się falami i lokami. BA! Że nawet ja sama będę w stanie je sobie zrobić!

Lokówka automatyczną Philips StyleCare przyszła mi z pomocą. Innowacyjny system nawijania włosów SmartGuard umożliwia nakręcanie każdego pasma równo i w identycznej temperaturze.

Kombinacja 3 kierunków kręcenia włosów, 3 temperatur i 3 czasów stylizacji sprawia, że za pomocą tego gadżetu możemy cieszyć się, aż 27-ioma wariantami fryzur.

Na początek zaskoczył mnie fakt, iż włosy stylizuje się trzymając lokówkę w pozycji pionowej. Ale nawet dla takiego laika, jak ja, opanowanie techniki zajęło kilka chwil. A co najważniejsze nie odbyło się to kosztem przypalonych włosów. Wszystko dzięki ceramiczno-keratynowej powłoce.

Ponadto spodziewałam się, że ułożenie fryzury zajmie mi około 45 minut. Wbrew pozorom moje włosy są grube i mam ich dużo. Jednak wałek jest na tyle długi, że cały proces zajął jedynie 25 minut! Dla mnie REWELACJA! Burza loków, lub olśniewające fale w takim krótkim czasie warte są ceny lokówki.

Największą zaletą sprzętu jest moim zdaniem jego BEZPIECZEŃSTWO. Ulepszona konstrukcja i technologia SmartGuard uniemożliwiają wkręcenie włosów w komorze lokówki. Kiedy np. włożymy za duże pasmo włosów, lokówka się blokuje i wyłącza. Poza tym obudowa nie nagrzewa się i nie ma opcji by przypadkiem oparzyć się jak w przypadku standardowych lokówek.

Powiecie, że jestem nieobiektywna, że tekst sponsorowany..

NIE. Dziewczyny, ja naprawdę uważam, że to super gadżet. Sprawdzi się zarówno w rękach profesjonalistów, którym skróci czas przygotowania fryzur, jak i w rękach totalnych amatorów jak ja,którym pomoże spełnić marzenia o posiadaniu(choć na chwilę) wymarzonych fal.

 

 

Facebooktwittergoogle_pluspinterest